Przejdź do treści

Refleksje z króliczej nory

Inspiracją do napisania tego artykułu stała się rozmowa z przyjaciółmi podczas majowego weekendu. Punktem wyjścia była dyskusja o powieści Stephena Kinga i możliwość podróży w czasie. Czy przenosząc się, z czasów współczesnych do roku 1958, można było udaremnić zamach na prezydenta Kennedy’ego? I przede wszystkim – jakie miałoby to konsekwencje w przyszłości? Czy przeszłość tak bardzo broni się przed zmianą, bo wie, że napisany przez nią scenariusz jest najlepszy? Niekoniecznie.

To skłoniło mnie do refleksji nad branżą budowlaną w Polsce i przede wszystkim nad losem polskich firm budowlanych. Powszechnie wiadomo, że budownictwo jest sektorem gospodarki, która wywiera istotny wpływ na rozwój gospodarczy kraju. Wszelkie zmiany w gospodarce odnajdują swoje odzwierciedlenie w kondycji branży budowlanej. W okresie gospodarki rynkowej stale obserwowana jest zmienność natężenia rozwoju procesów inwestycyjnych realizowanych przez firmy budowlane:

  • lata 1990-1991 to nagły i głęboki kryzys w polskim budownictwie,
  • lata 1992-1993 to okres stabilizacji i powolnego wzrostu tempa inwestowania w projekty realizowane w sektorze budowlanym,
  • lata 1994-1997 stanowią okres dobrej koniunktury polskiego budownictwa,
  • lata 1998-1999 to kolejne lata spowolnienia koniunktury,
  • lata 2000-2003 to okres dalszego pogłębiania się regresu w działalności inwestycyjno-budowlanej i największa fala upadłości wśród spółek budowlanych,
  • lata 2004-2007 to okres dobrej koniunktury,
  • lata 2008-2013 to kolejny głęboki okres kryzysu polskiego budownictwa,
  • lata 2014-2018 to okres spowolnienia, mimo olbrzymiej dostępności środków unijnych.

Zmienności nie unikniemy, a badając koniunkturę na przestrzeni lat, zauważymy, że wszystko się harmonizuje. Mnie zastanawia coś innego, czy przenosząc się do roku 2000 można było uniknąć bankructwa rodzimych spółek budowlanych?

Puntem wyjścia powinna być analiza głównych czynników wpływających na efektywność funkcjonowania budownictwa takich jak:

  • mechanizmy ekonomiczne i regulacje prawne tworzące podstawę dla działalności firm budowlanych,
  • możliwości adaptacyjne przedsiębiorstw budowlanych wynikających ze znajomości obowiązujących reguł rynkowych oraz umiejętności i niezbędnych do tego kompetencji.

Jak wyglądał w roku 2000 polski rynek budowlany? Okazuje się, że to jeden z najbardziej rozdrobnionych sektorów. Spirala bankructw, której szczyt przypada na lata 2001 – 2003 skutecznie eliminowała rodzime firmy. W latach 2000-2004 produkcja budowlana zmniejszyła się o 25%. W nowych warunkach ekonomicznych konieczne więc były procesy konsolidacji. W pierwszej kolejności mniejsze spółki konsolidowały się wokół liderów, następną fazą była konsolidacja samych liderów. Znaczenie ma również średni „wiek” dużych polskich spółek budowlanych, który w 2000 r. wynosił 28 lat. Jednym z modeli konsolidacji był wykup polskich firm budowlanych przez zachodnich potentatów. Największe polskie firmy budowlane pozyskały inwestorów strategicznych. I tak szwedzka Skanska nabyła 94% udziałów w Exbudzie, hiszpański Ferrovial posiada 58,4% kapitału akcyjnego Budimexu, również̇ hiszpańska Acciona ma 24% udziału w Mostostalu Warszawa, natomiast Budokor i Hydrobudowa 6, są kontrolowane przez znaną niemiecką firmę Hochtief AG.

Po wejściu do Unii Europejskiej miało być lepiej, niestety wartość unijnych zamówień publicznych, które zdobywają polskie firmy, spadła, a na polskich kontraktach zarabiały głównie zagraniczne firmy. Jak jest w roku 2019 r. – łatwo sprawdzić.

Adaptacja polskich firm, szczególnie tych z 28 letnią historią nie była łatwa. Do tego nowe otoczenie ekonomiczne i prawne. Siłą rzeczy rynek musiał się dostosować. Warto jednak pamiętać o kilku zasadniczych kwestiach, które pogrążyły nasze firmy:

1. Przetargi w euro

Niedopuszczalne było, aby roboty budowlane były kontraktowane w walucie obcej. Realizacja kontraktu to nie spekulacja, a firmy budowlane to nie instytucje finansowe zarabiające lub tracące na kursie. Dlaczego zamawiający nierówno traktowali kontrahenta i przerzucali na niego odpowiedzialność za zabezpieczenie kursu walut? Moim zdaniem hedging to ryzyko wyłącznie zamawiających i banków. Z własnego doświadczenia pamiętam realizację jednego z kontraktów, na którym kurs EUR w momencie składania ofert był powyżej 4 zł, a w trakcie trwania kontraktu nieubłagalnie spadał sporo poniżej 3 zł. W 2000 r. średnia zyskowność na kontraktach wyniosła 2,4%, więc jak przy kilkunastu procentowych wahaniach euro wypracować zysk?

2. Najniższa cena, jako jedyne kryterium wyboru wykonawcy

Duża konkurencja na rynku budowlanym i wojna cenowa skutecznie przyczyniły się do dumpingu cenowego i fali bankructw. Firmy walcząc o to, aby nie wypaść z rynku, godziły się na kontrakty o zerowej lub nawet ujemnej marży. Dodatkową słabością była niechęć do odrzucenia przez Zamawiających ofert z rażąco niską ceną. Ograniczone pole manewru wymuszało wybór najtańszych projektów i najtańszych wykonawców. Według mnie co do zasady najniższa i najwyższa cena powinny być odrzucane lub powinny być ustalone inne niż cena kryteria wyboru (ustawa z dnia 10 czerwca 1994 r. o zamówieniach publicznych nie zakazywała przecież ich stosowania).

3. Brak zaliczek

Zaliczki dla wykonawców to możliwość utrzymania ogólnej równowagi i płynności finansowej. Ich brak skutkuje tym, że pierwsze płatności wpływają na konto wykonawcy po 4-5 miesiącach od daty podpisania kontaktu.

Firmy budowlane ucierpiały z powodu ponoszonych kosztów finansowania się poprzez kredyty na niespotykana wcześniej skalę.

4.Waloryzacja

Brak realnej waloryzacji cen podstawowych materiałów i robocizny, przy dużej ich zmienności to jeden z głównych obszarów zewnętrznych generujących upadłość.

Efektem napływających środków z Unii Europejskiej było istotne zwiększenie cen materiałów oraz stawek robocizny. W 2007 r. wzrost cen w stosunku do cen roku poprzedniego wynosił prawie 30%. Bez wątpienia była to sytuacja trudna, z którą w danym momencie trzeba się zmierzyć. Nie było dobrą praktyka, bez względu na czas trwania kontraktu, skreślanie klauzuli 13.8 – Korekty uwzględniające zmianę kosztu. Całe ryzyko miał w cenie uwzględnić Wykonawca, więc trudno się dziwić fali bankructw.

5. Brak stosowania klasycznych zrównoważonych kontraktów FIDIC

Zamawiający w kontrakcie wzmacniał swoją pozycję przenosząc ciężar ryzyka na wykonawcę. Brak symetrii nie jest pożądany. Wprowadzanie zapisów ograniczających wykonawcę i ubezwłasnowolnienie inżyniera to czynniki spowalniające realizację, a przecież żadnej ze stron na tym nie zależy.

Wielu z nas z własnych doświadczeń może uzupełniać listę o kolejne aspekty. Zastanawiając się nad nimi, nasuwa się wniosek, że kłopoty polskich firm budowlanych w pewnej części wynikały również z uprzywilejowanej pozycji zamawiających, którzy jednostronnie kształtowali nienegocjowane warunki, a wykonawcy mieli jedynie możliwość przystąpienia do przetargu lub nie. Na to nakładały się przeciągające się w czasie procedury skutkujące opóźnieniami płatności. Oczywistym pozostaje pytanie czy pogoń za zamówieniami na skrajnie niskiej marży, wynikającej ze sposobu wyłaniania oferty, bez indeksowania wzrostu kosztów budowy miała sens. Zawsze przecież można rozpocząć działalność w innej branży.

Wracając do podróży w czasie – modyfikacja części omówionych powyżej ograniczeń teoretycznie wydaje się prosta. Jednak nie mamy możliwości jak Jake Epping, bohater powieści Kinga, przejścia przez króliczą norę i zmiany przeszłości. Jedyne co nam pozostaje to pamiętać o historycznych mankamentach, wyciągać wnioski i mieć stale na uwadze konsekwencje naszych dzisiejszych działań, które determinują naszą przyszłość.

A tak poza tym, to warto zawsze pamiętać, że to co robimy dzisiaj, powinniśmy robić z największą starannością i dbałością, mając na względzie także dobro naszego kontrahenta. Niezależnie od tego czy jesteśmy zamawiającym, wykonawcą, czy też tylko doradcą.

O autorze

Tamara Małasiewicz niezależny Inżynier Konsultant Stowarzyszenia Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców; mgr inż. Wydział Budownictwa Wodnego i Inżynierii Środowiska Politechniki Gdańskiej; mgr Wydział Zarządzania i Ekonomii Politechniki Gdańskiej; uprawnienia budowlane nr POM/0241/OWOS/10; Prezes Fundacji Best Value Procurement zajmującej się promocją dobrych praktyk zakupowych w budownictwie; współautorka Standardów Realizacji Inwestycji; Dyrektor Zarządzający Stowarzyszenia Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców (SIDiR).