Przejdź do treści

Ryzyko wybrania nieodpowiedniego wzoru warunków kontraktu

Wszyscy zajmujący się warunkami kontraktowymi opracowanymi przez FIDIC wiedzą, że różnice w treści pomiędzy Czerwoną i Żółtą książką nie są duże, jeśli oczywiście pominąć Klauzule 5 i 12. Czy to oznacza, że można je stosować zamiennie? A może właśnie te dwie klauzule wykluczają takie działanie, chyba że szukamy problemów?

W skrócie Czerwona książka przeznaczona jest dla projektów, w którym Zamawiający dysponuje projektem technicznym, najlepiej na poziomie wykonawczym i chce, by roboty były rozliczane obmiarowo. W praktyce oznacza to, że możliwość wprowadzania zmian jest ograniczona, a na pewno inicjatywa Wykonawcy w tym zakresie, szczególnie w umowach o zamówienia publiczne. Mimo istniejącego kosztorysu istnieje też ryzyko, że ostateczna cena kontraktu będzie się różniła od pierwotnej kwoty kontraktowej, dla której udzielono zamówienia. Chcąc ograniczyć takie ryzyko Zamawiający może, pozostając przy Czerwonej książce, zdecydować się na rozliczenie ryczałtowe — rozwiązanie, które lubią inwestorzy publiczni. Oczywiście wymaga to szerszej modyfikacji Warunkami Szczególnymi, ale nie jest to problemem, także na etapie realizacji (i rozliczania robót) pod warunkiem, że Wykonawca wliczył odpowiednie ryzyko w swoją ofertę. A więc realizacja według gotowego projektu przygotowanego przez Zamawiającego i rozliczenie ryczałtowe dają się pogodzić.

Nie dysponując projektem technicznym robót, Zamawiający jest „skazany” na Warunki Kontraktowe zawarte w Żółtej książce. Projekt techniczny zostanie wykonany przez Wykonawcę w ramach jednego zamówienia (co zwykle skraca cykl realizacji zamierzenia inwestycyjnego, a więc plus) na podstawie wymagań zamawiającego. W takiej sytuacji zamawiający musi być świadomy, że siłą rzeczy będzie miał mniejszą kontrolę nad procesem realizacji inwestycji, co może być trudne do zaakceptowania przez inwestorów, których możemy określić mianem „zawodowych”, bo realizują dużo inwestycji, mają w tym doświadczenie i na dodatek dysponują odpowiednio wyszkoloną własną kadrą. I tu wniosek nasuwa się sam. W takich przypadkach niech nie kusi inwestora możliwość przeniesienia większej ilości ryzyk na wykonawcę, bo próba zbyt głębokiego ingerowania w działania Wykonawcy to kolejne źródło konfliktów, których w procesie realizacji inwestycji i tak nie brakuje. A w najgorszej sytuacji jest wtedy Inżynier. Warunki Kontraktowe wymagają, by zaangażować Inżyniera. W zasadzie zakłada się, że będzie on podmiotem zewnętrznym. Czasami spotkać można w praktyce, że jest on uważany przez Strony kontraktu, a szczególnie Zamawiającego, za zło konieczne. Co najwyżej może się przydać do przejęcia na siebie odpowiedzialności za trudne, kontrowersyjne bądź ryzykowne decyzje. Inżynier, który w zamyśle pomysłodawców tej instytucji ma wspierać Zamawiającego swym profesjonalizmem i doświadczeniem, bywa traktowany jak kula u nogi, ograniczająca swobodę działań, szczególnie tych nie w pełni zgodnych z zasadami prawa i kontraktowymi.

Może być jeszcze inny przypadek, ciekawy, bo właściwie wykraczający poza schematy przewidziane przez FIDIC, toteż bardzo rzadki, ale nie niespotykany. Zamawiający dysponuje projektem technicznym, wartość zamówienia określił przygotowując kosztorys, chce mieć rozliczenie ryczałtowe, jest inwestorem zawodowym i poniekąd musi wybrać Żółtą książkę, bo takie są wymagania instytucji uczestniczącej w finansowaniu. Takie nagromadzenie „sprzeczności” nie wróży nic dobrego, gdyż można jeszcze dodać, że Wykonawca ma swoją koncepcję realizacji Robót, bo przecież Żółta książka dopuszcza jego inicjatywę w tym zakresie. To się nie może udać! I nie udaje…

A może ktoś ma inne doświadczenia w takiej lub zbliżonej sytuacji?

O autrze

Leszek Bochen dr Nauk Technicznych; Członek Zarządu SIDiR, posiada bogate doświadczenie w kontraktowaniu, administrowaniu, monitorowaniu, zarządzaniu i ocenie różnych przedsięwzięć budowlanych.