Przejdź do treści

Włoski syndrom

15 marca 2019 roku zapisze się na kartach historii budownictwa infrastrukturalnego w Polsce jako dzień nadziei. Nadziei na to, że firmy wykonawcze ochoczo przystąpią do prac na swoich kontraktach po przerwie zimowej. Nie tylko p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad Tomasz Żuchowski, ale i sam Minister Infrastruktury i Budownictwa zaklinali rzeczywistość i twierdzili, że są przygotowani na ewentualny niekorzystny rozwój sytuacji na poszczególnych odcinkach budowanych dróg szybkiego ruchu wszelakiego. Kibice, czyli potencjalni przyszli uczestnicy ruchu po tych odcinkach, z niecierpliwością oczekiwali na kolejne komunikaty. Wrócą … nie wrócą … a jeżeli wrócą to którzy – to było naprawdę fascynujące!

No i nie wrócili. To znaczy, nie wszyscy wrócili. Najpierw włoskie firmy jakby się zmówiły (choć to słowo ma różne znaczenia i boję się je używać, żeby mnie na świadka zaraz nie ciągali) i zakomunikowały, że im trochę w kasie się nie zgadza i jak im Skarb Państwa nie dołoży, to nie wrócą. Pięknie się wtedy gdaka zachowała – wysłali do tych makaroniarzy wezwania do natychmiastowego powrotu na porzucone budowy, myśląc, że od tego poważnego pisma włoskie koparki i rozściełacze same do roboty się ruszą …

Z kolei włoscy wykonawcy jeden po drugim przez swoich przedstawicieli informowali, ile na poszczególnych odcinkach dopłaty oczekują. Kwoty niebagatelne to były, oj niebagatelne. Na to znany rzecznik Jan Krynicki medialnie odpowiedział, że to kwoty bezpodstawne, ale jakby odpowiednio udowodnili, to oni się tam w tej gdace nad nimi i tymi kwotami pochylą, byle tylko maszyny i ludzie na włoskich budowach się pojawiły. Nie przewidział jednak tego, że Włosi jak to południowcy – wybuchowi i namiętni są z natury, skandynawskiej flegmy nie znają i czekać na Bóg wie co nie mają zamiaru. No i maszyn i ludzi na włoskich odcinkach nie ma. Nie chce mi się bawić w statystykę, ale tych odcinków bardzo dużo jest.

Następni w kolejce byli Hiszpanie. Ci wrócili na dwa swoje odcinki S7 i S61 ale na krótko jak się okazało. Bo już 15 maja wysłali do centrali GDDKiA oświadczenia o odstąpieniu od umów z winy zamawiającego.  Może państwo z gdaki nie zauważyli, że ci też są południowcami i gorące głowy mają i raczej czekać na ważne kontraktowe decyzje nie będą. Koniec końców te odcinki także pozostały bez wykonawcy. A my – kierowcy — bez nadziei, że w jakimkolwiek przewidywalnym terminie po S7 na południe od Warszawy wyjedziemy.

I tu zatrzymam i wyliczać dalej sierot kontraktów nie będę. I, mimo że bardzo tego nie lubię — generalnie z zasady staram się szukać rozwiązania, a nie winnych — w tym przypadku poszukam winnych. Rozwiązania przez lata podpowiadaliśmy jako SIDiR.

Dlaczego tym razem nie chcę pisać o rozwiązaniach? Bo od wielu lat, tak naprawdę od 2010 roku, stale mówiliśmy o dobrych praktykach, apelowaliśmy do odpowiedzialnych osób w gdace i w ministerstwie o stosowanie równoważnych kontraktów, zwracaliśmy uwagę na konieczność wprowadzenia rzeczywistej waloryzacji i informowaliśmy o kluczowej roli Inżyniera. Mimo że jeszcze wtedy tak nienazwane – wzywaliśmy do stosowania „złotych zasad”. Na wszystko mamy dowody w postaci kopii pism wysyłanych do odpowiedzialnych osób, nagrań z przeróżnych konferencji i kongresów, list osób będących uczestnikami szkoleń przez SIDiR organizowanych i wreszcie na opiniach przygotowanych dla ówczesnych posłów opozycji a dzisiejszych kluczowych urzędników administracji państwowej odpowiedzialnych za budowanie dróg krajowych i autostrad. Poświęcaliśmy czas na bezowocne posiedzenia Rady Ekspertów powołanej przez ministra infrastruktury i budownictwa i żyliśmy nadzieją, że ktoś nas – ekspertów – wysłucha.

Dlatego dzisiaj nie szukam rozwiązań, tylko winnych.

Tu akurat sprawa wydaje się prosta – za inwestycje odpowiada inwestor. Czyli w przypadku ekspresówek i autostrad Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad oraz jego szef z ministerstwa. Ale to takie proste nie jest. Przecież za tymi porzuconymi kontraktami stoją całe zespoły ludzi od inwestora — ci wszyscy kierownicy projektu, sztab w centrali na Wroniej i ulegli tzw. Inżynierowie Kontraktów. To w pierwszym rzędzie oni stoją za poszczególnymi rozbabranymi kontraktami. Tylko że nie oni przygotowali poszczególne specyfikacje istotnych warunków zamówienia, w skład których wchodziły programy funkcjonalno – użytkowe i wzory umów. Nie oni wybierali oferty firm teczek z budżetami na poziomie 50% budżetu inwestora. Nie oni podpisywali te kontrakty, o których wiadomo od początku było, że skończyć sukcesem się nie mogą…

Ale moim zdaniem rozliczyć trzeba wszystkich po kolei od samej góry. Nie wiem, czy jest szansa na to, by poszczególni urzędnicy ponieśli kary z tytułu nie doprowadzenia inwestycji do celu jakim jest jej zakończenie w przewidywalnym terminie i koszcie. Nie wiem, czy jest możliwość postawienia zarzutów niegospodarności. Ale wiem, że można w przestrzeni publicznej głośno mówić o konkretnych kontraktach i konkretnych osobach za nie odpowiedzialnych.

Może zatem warto sporządzić „białą księgę” porzuconych kontraktów i wskazać w niej osoby przy nich działające? Może warto porównać kwoty, o które występowali włoscy i hiszpańscy wykonawcy, by dokończyć roboty na poszczególnych odcinkach z kwotami, które trzeba będzie dopłacić nowo wybranym wykonawcom? Może warto policzyć koszty środowiskowe i społeczne dodatkowo ponoszone w związku z nieterminowym zakończeniem robót na poszczególnych odcinkach? Może warto zapytać, ile unijnego dofinansowania możemy stracić z powodu nieodpowiedzialnej zabawy w budowanie infrastruktury państwa z gdaki, Ministerstwa i Prokuratorii Generalnej RP?

Warto! I dlatego apeluję do wszystkich, którym nie jest obojętne które drogi, kiedy i za ile są budowane o przesyłanie informacji, na podstawie których taką „białą księgę” sporządzimy.

O autorze

Tomasz Latawiec  Prezes Zarządu Stowarzyszenia Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców (SIDiR), Wiceprezes Sądu Arbitrażowego przy Stowarzyszeniu Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców w Warszawie, Mediator z list Sądów Okręgowych, członek Rady Ekspertów powołanej Zarządzeniem nr 25 Ministra Infrastruktury i Budownictwa, ekspert i rozjemca z listy SIDiR, arbiter z listy Sądu Arbitrażowego przy Stowarzyszeniu Inżynierów Doradców i Rzeczoznawców w Warszawie, specjalista w zakresie stosowania Warunków Kontraktowych FIDIC, realizacji inwestycji celu publicznego, prawa zamówień publicznych, prawa budowlanego, autor wielu publikacji ze wskazanych dziedzin.